Zaczyna się nowy etap rehabilitacji. Trzeba nastawić się na odbiór, uzbroić się w cierpliwość i uodpornić na ból.

 

Tak odporność na ból to podstawa bo wszystkie kolejne etapy ćwiczeń są bolesne. Rozciąganie mięśni czasowo unieruchomionych boli, ponadto przywracanie sprawności mózgu powoduje, że ten ból zaczynamy znów odczuwać. Jest jeszcze jedno podstawowe wyzwanie, samodzielne poruszanie się. Nic gorszego nie może ci się zdarzyć, jak konieczność pomocy drugiej obcej osoby w czynnościach fizjologicznych. Poradzisz sobie sam w dotarciu do toalety, albo wylądujesz w pampersie – ohyda. Zaczynamy więc etap życia w którym do poruszania i przemieszczania się będzie nam pomocny  wózek inwalidzki. Mając do dyspozycji tylko jedną lewą nogę i rękę to niezła sztuka, ale da się. Nauczyła mnie tego Pani fizjoterapeutka. Zresztą nie tylko tego, bo podstawą do samodzielnego przemieszczania się, była sztuka przesiadania się z łóżka na wózek, z wózka na sedes w łazience i z powrotem na wózek a potem na łóżko. Dało się i wreszcie byłem samodzielny w tym irytującym zakresie czynności. Moje parcie na naukę tych czynności było tak duże, że pokonałem tą barierę niemal podświadomie. Fizjoterapeutka pokazała mi to a ja po prostu załapałem, do dziś nie wiem jak. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem, że chcieć to móc. W dalszej nauce było to podstawą mojej rehabilitacji, która przecież dopiero się rozpoczynała.

 

Następnym etapem była powolna nauka chodzenia. Tak jak małe dziecko, próbuję stawiać swoje pierwsze kroki. Tu kolejne zaskoczenie, do pełnego wykonania jednego kroku potrzebna jest realizacja kilku skoordynowanych czynności jednocześnie. Nikt zdrowy nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Moja fizjoterapeutka uzmysłowiła mi to ucząc mnie ponownego stawiania kroków. Jako dziecko nie zwracaliśmy na to uwagi, a może po prostu tego nie pamiętamy, uczyliśmy się chodzić bo taka była kolej naszego rozwoju. Kolejne komendy, cyklicznie powtarzane przez moją fizjoterapeutkę, uświadomiły mi złożoność tego procesu. Mijały kolejne godziny a potem dni naszego spacerowania i powoli zaczynałem chodzić. Stawiać kroki, utrzymywać równowagę, kierunek poruszania się i koordynować te czynności w czasie i przestrzeni wokół mnie.

 

Wytrwałość wiedza i presja mojej fizjoterapeutki oraz mój upór i zawziętość w dążeniu do celu, dały efekt. Zacząłem chodzić samodzielnie, po płaskiej i prostej powierzchni, ze wsparciem trójnożnej laski.

 

19 października 2020

blog o tematyce zdrowia - chodzimy

powrót do bloga

ebmail

Napisz do nas

Sfera Net

ebeck

 

powrót do bloga

zdrowie